projekt dziecko

o jeden krzyk za dużo

Jeśli jesteś daleka lub daleki od parentinowych tematów i szlag Cię trafia, że ponownie trafiasz tu na takie rodzicielskie frazesy, to przykro mi. Projekt ONA to projekt o kobiecie w świecie, takiej babie z krwi i kości, która bywa również matką. Ja jestem mamą, to ogromna część mojego życia i dlatego takie wpisy będą się tu pojawiać. Jeśli nie planujesz mieć dzieci i nie interesuje Cię to, proszę omiń ten jeden wpis. Mam jednak nadzieję, że wrócisz.

Ile razy w życiu krzyknęłaś? Ile razy podniosłaś głos tak, że echo odbijało się od czterech ścian? Jeśli na to pytanie odpowiadasz w duchu „ani razu”, to kłaniam się nisko, cholerne chapeau bas. Ja krzyknęłam nie raz i nie dwa. To taka podłość ludzkiej natury, o której chcę Ci dziś napisać. Krzyk nie jest dobry i może narobić więcej szkód, niż to warte. A po co?

Mamo, czemu krzyczysz?

Krzyczę, bo jestem zła

Złość przejawia się u ludzi w różny, naprawdę przeróżny sposób. Jedni sięgają po papierosa, próbując się wyciszyć. Inni nerwowo zaciskają pięści, a jeszcze inni podnoszą głos. U mnie bywa różnie. Mniej więcej pół roku temu zauważyłam, że najczęściej w złości krzyczę. Bardzo mnie to drażniło, okropnie, dlatego postanowiłam z tym walczyć. Wyszło, bo krzyk ograniczyłam do minimum, ale nadal bywa moją kartą przetargową. Co wcale mnie nie cieszy.

Krzyczę, bo w pracy mi nie wyszło

Terminy, projekty, cholera wie jakie jeszcze zobowiązania. To potrafi przytłoczyć tak, że wracasz do domu z parującą głową. Jak myślisz, na kim, jako pierwszym wyładujesz swoje frustracje? No ba, na dziecku! O ile je masz. Niejednokrotnie tak było, że porażki w pracy odreagowywałam w domu. Młoda nie rozumiała, dlaczego mama ma zły humor, przecież ona nic złego nie zrobiła! Mamo, dlaczego na mnie krzyczysz? Przestałam.

Krzyczę, bo jestem zmęczona

Ciężki tydzień w pracy lub nieprzespana noc – krzyk. To przejaw złości na cały świat, gdy człowiek chce po ludzku odpocząć lub się wyspać. Ale jaka wina dziecka w tym, że w nocy bolał brzuszek i czuwałaś pół nocy przy łóżku? Żadna. Chciałaś dziecka, więc proszę, powinnaś się z tym liczyć, a złość za niewyspanie spróbować schować w kieszeń. Z tym również udało mi się wygrać.

Krzyczę, bo zachowujesz się nie tak, jakbym tego oczekiwała

I tu przechodzimy do sedna tego, dlaczego ten wpis powstał akurat dziś. Od dwóch dni zachowanie mojej córki przekracza wszelkie granice. Poziom wygadania urósł przez majówkę tak, że jest nie do zniesienia. Kłóci się, dyskutuje, podnosi głos, zwyczajnie nie słucha. Miewałyśmy już takie etapy, ale mam wrażenie, że ten jest wyjątkowo trudny. Wiem, że minie, kwestia kilku dni, jednak wkurza mnie to okropnie. Co robię, gdy po raz kolejny proszę, by wstała do przedszkola lub widzę, jak lekceważy to, co do niej mówię? Krzyczę. Krzyczę kilka razy i zaczynam być nieprzyjemna. Sama siebie nie poznaję. Zachowuję się jak wariatka, która zapomniała, że rozmowa jest najważniejsza. A przecież my umiemy rozmawiać!

Krzyczę z bezsilności

W końcu krzyczę z bezsilności, bo sama już nie wiem, co mądrego powiedzieć, by zmieniła swoje zachowanie. Podnoszę głos, bo nagle wydaje mi się, że tylko to zadziała. Dziecko jest przerażone. „Mamo, dlaczego krzyczysz? Przecież już się ubieram!”.

Krzyczę może pięć, a może sześć razy w ciągu jednego poranka. Wydaje mi się, że to nic takiego, ale nagle uświadamiam sobie, że za bardzo kocham i muszę uważać, by nie było o jeden krzyk za dużo.