projekt dziecko,  projekt ona

matka czy kobieta?

Jesteś małą dziewczynką. Lubisz skakać na skakance, grać w klasy i jeść oranżadę w proszku palcami. Mija kilka lat i zaczynasz podkradać starszej siostrze błyszczyk do ust. Dorastasz i chcesz być na świeczniku, lubisz rzucać się w oczy, krzykliwie ubierać. Uważasz, że jesteś już kobietą. Po paru latach poznajesz fajnego chłopaka. Postanawiacie mieć dziecko. Masz dopiero 22 lata, ale pragniesz założyć rodzinę. Stajesz się matką.

To krótka historia o mnie, ale równie dobrze może dotyczyć Ciebie. Zmieńmy tylko wiek, w którym postanowiłaś założyć rodzinę. Wymieńmy siostrę na starszą koleżankę lub dorzućmy młodszego brata. Nieważne. To historia każdej z nas, która postanawia założyć rodzinę. To historia, która jest piękna i wyjątkowa, bowiem zostanie matką jest cholernym fundamentem w dorosłym życiu. To krok milowy, który pokonujemy, odrzucając wiele przyjemności, przyzwyczajeń. To moment, w którym w jakimś stopniu zmieniamy swoje życie. Matka – to ja i Ty. Tylko czy to Ci wystarczy?

kim byłam pięć lat temu?

Jako mama zmieniłam swoje życie o powiedzmy 180 stopni. Ograniczyłam wyjścia z domu, zaniechałam częste, swobodne picie winka do wieczornego filmu. Odrzuciłam czytanie swoich ulubionych książek godzinami, przerzucając się na grzechotki i książeczki kontrastowe dla maluchów. Obcisłe jeansy zmieniłam na dresy, a włosy zaczęłam upinać w kok częściej, niż do tej pory. To ja 5 lat temu. Wyciągnięty sweter, resztki ulanego mleka na spodniach, brak jakichkolwiek nowości w szafie. Bycie młodą mamą tak na mnie wpłynęło i pochłonęło, że zapomniałam o tym, kim powinnam być przede wszystkim.

kim jestem teraz?

Tak, od pięciu lat jestem mamą i uważam, że to najbardziej odpowiedzialna i najpiękniejsza rola w życiu kobiety. Spełniam się, jako przyjaciółka mojej córki, towarzyszka jej zabaw i taki życiowy anioł stróż. Uwielbiam być mamą i uważam, że jest to nieporównywalne do niczego. Musiało minąć jednak trochę czasu, bym zrozumiała, że bycie matką nie jest jedyną rolą, jaką pełnię. Dopiero po półtora roku matkowania zrozumiałam, że coś jest nie tak! Nie wiem, co dało mi do myślenia, może osłabiająca się relacja z mężem (*wtedy jeszcze narzeczonym)? Może to, co dostrzegałam w lustrze? Pewnego pięknego dnia zrozumiałam, że bycie mamą nie powinno wykluczać bycia.. kobietą! Odrzuciłam dres (*oczywiście nadal zdarza mi się go nosić, ale nie na co dzień), zaczęłam zwracać uwagę na swoją garderobę i na to, co noszę. Częściej sięgałam po szminki, sukienki, zaczęłam ponownie czytać książki. Odżyłam! Z dnia na dzień! Teraz wiem, że małe zmiany są nam w życiu potrzebne i wiem, że bycie kobietą nie wyklucza bycia mamą na medal. Moja córka sama zauważa u mnie zmiany i sprawia mi ogromną frajdę mówiąc – „mamo, ale masz supel włosy!”. Ja przez pierwszy rok macierzyństwa się zatraciłam, ale przyszedł moment otrzeźwienia. Bogu dzięki!

Zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie to podstawa. Bądź sobą i poświęć czas dla siebie i swoich przyjemności. Bądź przede wszystkim kobietą, bo bez tego matkowania nie udźwigniesz. No way.

N.

PS. Chętnie poznam Twoje zdanie na ten temat! Zapraszam do dyskusji 🙂
Będzie mi miło, jeśli puścisz ten wpis dalej w świat. Niech się niesie.